Ciężki…

To będzie coś na poważnie, bo poważnie zaczyna się robić. Czuję w sobie zmęczenie oraz bezsilność. Jest to efekt mojego życia, jakie ostatnio prowadzę. Ostatnio, to znaczy przed relaksem w Szembruku, witam dzień ciągłym stresem i nerwami. Zdrowia już praktycznie nie mam, a jeśli wszystko zależy od nastawienia psychicznego no to chyba nie ma zbytnio nadziei, jak na razie. Znaleźć tutaj szczęście nie jest trudno, ale trudno jest je pielęgnować. Zamiast się rozwijać, w tej podobno kreatywnej, świetnej pracy, to ja się uwsteczniam. Robię się coraz bardziej niemotą, niż jakimś tam ogarniętym, konkretnym człowiekiem. Czuję jakby to była walka o moje „JA” i być może mam rację. Tam, gdzie jestem teraz, chcą mieć ludzi – niewolników, ludzi posłusznych i dających się wykorzystywać. Ja od zawsze miałem problemy z autorytetami i pewnie stąd moje frustracje. Dodatkowo mam na głowie inne rzeczy, o które muszę dbać, a odejście z tej pracy, dla mojego „widzi mi się”, byłoby przejawem (wg mnie) mojej niedojrzałości. Zwłaszcza, że jak dotąd nic z niczym nie jest przesądzone ostatecznie. Słyszałem miliony obietnic i były miliony możliwości. Niestety do tej pory wkładam szmal, czas, stres i nie mam nic w zamian. Może dlatego, że jestem chujowym człowiekiem, a może dlatego, że taka jest moja karma i mam zapierdalać w jakieś firmie przy składaniu jakichś „obudów” od telewizorów. Czasami właśnie myślę, że może powinienem być w 8 – godzinnej, monotonnej pracy, wracać do żony i dzieci do domu i wtedy sobie czytać o Sumerach, Bogu i innych sprawach. Może to jest to? A może tam, gdzie obecnie przebywam, to miejsce, które ma mnie wykończyć jako aktywnego, silnego mężczyznę, za którego się dotąd uważałem.

Gdyby wszyscy wiedzieli jakie ja mam problemy, nie bagatelizowali by tak tego wszystkiego. Ja wiem, że wszyscy mają problemy, ale różnica jest taka, że ja to rozumiem. Ja muszę znaleźć złoty środek, a w mojej sytuacji, nie jest to niestety proste. Mam nadzieję, że w końcu coś się zmieni, niekoniecznie w moim życiu, ale w ogóle, globalnie. Niech w końcu coś spowoduje, że przestaniemy gonić za szmalem i zaczniemy rozwijać się, nie wiem, duchowo? Mam naprawdę szczerze dosyć tego świata i nie mówię już o swoim życiu, tylko ogólnie. Mam dosyć tej gry i jej zasad. Przez rzeczywistość w jakiej się poruszam staję się coraz gorszym człowiekiem. Z dnia na dzień zabierana mi jest nadzieja oraz energia, a żeby odzyskać stan spokoju trzeba być „kimś innym”, niż się jest. Ja nie umiem powoli tak żyć i udawać, dlatego niektórzy ludzie ostatnio bardzo się zdziwili. I podejrzewam, że niedługo zdziwi się reszta tych, którzy wszystko biorą za „pewnik”. Mam kilka osób, z którymi żyję i z którymi dzielę się „prawdą”. Reszta już nie może na to liczyć. Niestety, czy stety? Nie mi to oceniać. Nie jest tak, że mi na niczym nie zależy, bo zależy mi na wąskim gronie przyjaciół, szczegółowym planie i określonych celach…

To był ciężki dzień, oby takich było jak najmniej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: