Lodowaty Granit

Moje serce to lodowaty granit. Mój umysł przesiąknięty pasją niszczenia. Wystawiony zostałem na ciężką próbę, a próba ta jest nie do przejścia. Chcę uleczyć siebie, ale nie rozumiem tego: jak? Jeżeli to dociera do nas owa energia kosmiczna, która ma doprowadzić do zmiany, wówczas zmiana będzie (przynajmniej dla mnie) negatywna. Coraz bardziej wierzę w te „ciemne” i „jasne” strony mocy. Łatwo się domyśleć, która mną zawładnęła, albo próbuje zawładnąć. Dzisiaj nie jestem ani dobry, ani zły ale chaotyczny. Jestem Wagą, więc szala będzie się przechylać. Ciekawe tylko, co przeważy. Czy kiedykolwiek będę tym, kim chciałbym być? Czy czasem moje cele są nie do osiągnięcia? Mówię tu o kwestiach „duchowych”. Jeśli nie zmieni się nic globalnie wówczas wrócę tu i pewnie będę znowu o tym myślał. Obym kiedyś to zrozumiał. Może inaczej – poczuł.  Jeśli to był jakiś plan, ścieżka, która miała mi pokazać „czym jest człowiek” no to już wiem wszystko. Jesteśmy słabi i jesteśmy tak naprawdę „niczym”, a porównujemy się do „Boga” – „Bogów”. Jeśli o to chodzi, to zrozumiałem. Jestem tutaj, żeby służyć, ale nie Tobie, ani nikomu i Ty też nie będziesz mi, ani nikomu, służył.  Większość zdaje sobie z tego sprawę, dlatego służą wyłącznie sobie. Nic bardziej mylnego.

Mogę tutaj tak pisać, a i tak popełniam te same błędy, co wszyscy. Ktoś jest „uświadomiony” bardziej, ktoś mniej. Jakie to ma, tak naprawdę, znaczenie? Czy jesteśmy w ogóle w stanie, nawet jeśli zrozumiemy naszą słabość i ułomność, zmienić swoje postępowanie? Patrząc przez pryzmat siebie – nie widzę szans. Moja świadomość problemu przynosi mi tylko wewnętrzne cierpienie. Może MCW miał rację mówiąc, że Ci, którzy nie zdają sobie z niczego sprawy i po prostu „żyją” problemami dnia codziennego, są szczęśliwi? Chyba właśnie tak jest. Im bardziej się zagłębiam w to moje, prywatne poszukiwanie, tym bardziej jestem zgaszony i pozbawiony energii. Czy ktoś tak oprócz mnie „poszukuje”? Na pewno. Czy ktoś zna odpowiedź na mój problem? Wątpię. Może jestem rzeczywiście psychicznie chory, ale co jest miarą takiej choroby? Normy ustalone przez psychologów – ludzi? Przecież oni błądzą, tak samo jak ja. W każdym razie sama rozmowa o „tych” sprawach (sprawach naszego wnętrza) jest odbierana jako fanaberia, jako coś „nienormalnego”. A przecież (chyba) nie ma nic ważniejszego, niż to… Jeśli się mylę, oczywiście – jestem wtedy psychiczny i wpłynęła na mnie jakaś tam dziwna atmosfera „duchowa”. Jeśli jednak się nie mylę… co wtedy? Jeśli mam rację, że trzeba zacząć przestać myśleć o sobie i o innych w kontekście tej rzeczywistości i zacząć zastanawiać się indywidualnie nad naszym człowieczeństwem w kontekście zbiorowości służącej „komuś” lub „czemuś wyższemu” – innej rzeczywistości? Czy aby na pewno wiemy, że to jest to najważniejsze życie, najważniejsze sprawy? Może to jest tak, jak powiedział Bill Hicks. I chyba więcej nie muszę nic dodawać…

…to tylko przejażdżka… I zawsze możemy zmienić kierunek…

– kiedy tylko chcemy – 

– To kwestia WYBORU – 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: