Tajemnice

Powiedz mi na co Ty czekasz? Bo są ludzie, którzy czekają na nic. Czyli de facto, chyba nie czekają? Ja czekam na upadek systemu światowego. Jednego, drugiego, trzeciego, każdego. Nie pasuje mi ta cała układanka i chyba ja również nie pasuję do niej. Jakoś mi się nie chce iść i robić coś, czego nie chcę, a muszę. Niby powinienem być wdzięczny, ale za co? Ok, zgodnie z religią może to życie jest jakimś tam „darem” i muszę żyć, bo coś tam. Jednak, jeśli wiara to tylko wymysł człowieka, to moje życie jest efektem narodzin i koniec. A czekam jak głupi, albo na zbawienie albo tylko i wyłącznie na śmierć. Wiadomo, standardowa procedura „duchowości” – „nie jesteś w stanie tego zrozumieć, jeszcze”. No spoko, mam nadzieję, że będzie mi dane poznanie sensu zanim walnę ryjem na pysk i zeżrą mnie jakieś dżdżownice. Może rzeczywiście chodzi o coś więcej, no i właśnie „da liegt der hund begraben”, czyli mój cel życia. Sobie wymyśliłem też coś. Dawno temu to byłem super-katolikiem. Może nie wiem czy katolikiem, w sumie, ale chciałem iść na teologię. Czułem jakąś bliskość Boga, siły, energii, itp. [wybierz lub wymyśl sobie sam], której częścią chciałem się stać. Było to tak silne i niezrozumiałe, że wiedziałem, że „to jest to!”. Czyli co? No właśnie to niepojęte, wspaniałe uczucie! I koniec. Bach! Nie ma. Ludzie mi zresetowali system myślenia. Rzeczywistość tak zwana. Odwróciłem się od owego „niepojętego”, w kierunku racjonalności. Wiadomo, etap pytań, etap dochodzeń, etap rozwiązania zagadek. Super. Pieprzyć wiarę, kościół i to, co „niepojęte”. Lepsze to, co pojęte. Ale co? Bach! I znowu to samo. Tajemnice. Wszędzie tajemnice. Tajemnice wiary, tajemnice poznania, tajemnice nauki. TAJEMNICE! Nie ma odpowiedzi na najważniejsze dla mnie pytania.

Dzisiaj jestem gdzieś pośrodku tego wszystkiego. Między kościołem a pedofilią i nauką a Auschwitz. Jestem na granicy poznania sensu tego burdelu, w jakim chcąc nie chcąc się znalazłem. Jesteśmy tu, małe stworzonka i siebie nienawidzimy. Ja osobiście mało kogo już lubię. Ty pewnie też, zatem zbliża się koniec. Ale nad tym się nie będę rozwodził, ważne jest dla mnie to co było przyczyną takiego stanu rzeczy, takiej frustracji i rozpieprzu: władza i miłość. I teraz musisz się sam zastanowić co jest dla Ciebie ważniejsze i jak pojmujesz oba terminy. Czy władza to: kontrola nad kimś, nad czymś, nad wszystkim? Czy to pieniądze? Czy prestiż? Czy liczenie się z Twoim zdaniem? Czy to Twoje NadEgo? Czy miłość dla Ciebie to: przyjaźń? Wyrozumiałość? Przebaczenie? Czy może to… kobieta? Nie ważne, ważne jest to, że jakkolwiek pojmujesz te terminy, one są najważniejsze. To one powodują, że zachowujesz się tak, a nie inaczej. Doprowadza Cię to do szału lub bólu i cierpienia lub łez lub depresji lub frustracji lub ślepej uliczki… I bla bla bla, jaki jest mój cel? By być biednym i samotnym, ale szczęśliwym? Nie. Moim celem jest obalić pieniądz, żebym mógł poznać prawdziwą miłość moją i Twoją. Moim celem jest kochać znowu, żeby być bogatym w szczęście, wyrozumiałość, poświęcenie i zapomnienie. Życzę Tobie tego samego.

[2011]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: