Format C:

Nie ma to jak noc pełna wrażeń, a zwłaszcza jak chcesz przeinstalować Windowsa 98 na Millenium. I tutaj nieświadomi powagi sprawy robią sobie trąbkę z języka. Ucieszyłem się na samą myśl o przygodzie montowania nowego/starego systemu i z takim właśnie podejściem zabrałem się do roboty. Hmmmm… Uno malutko problemo. GDZIE SĄ DYSKIETKI? No właśnie. Ale to i tak nic, bo nawet jakbym znalazł jakąś zdezelowaną babcię FDD to przecież… Czy pamięta ona jeszcze jak dobrze wystartować? No i oczywiście, czy czasem to właśnie przez nią nie oglądałem, jakieś kilkanaście lat temu, połowiczne zaćmienie Słońca…? Grad pytań wywoływał krótkie ataki paniki, co też skończyło się zażyciem większej porcji miansec. Siedzę na pufie, plecy bolą, papierosy się kończą, a ja nie wiem co dalej. I leżą przede mną te dwa kompy, rozjebane jak jeż, który za daleko chciał zajść, a nie było mu dane. Mówię: NIE! Co nie oznacza bynajmniej, że się poddałem! O nie! Wręcz przeciwnie! Przybliżyłem się do mojego, czarnego przyjaciela i z niepohamowaną radością zacząłem wystukiwać problemy, by znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania u wujka Google. No i powiem szczerze: to była, że tak powiem nie po dżentelmeńsku, kurwica. Otóż odwiedzając 734 forum z rzędu [dla tych co mnie nie znają – gdy nerwy biorą górę mam tendencję do hiperbolizacji problemu] nie odnalazłem oczywiście odpowiedzi na żadne z nurtujących mnie pytań, aczkolwiek odnalazłem pewne wzorce zachowań, napotkanych pośrednio przeze mnie, internautów. Wyobraźcie sobie sytuację, że istnieje problem. Problem, który w związku z założeniami danego tematu forum, powinien być, właśnie w tym konkretnym miejscu, rozwiązany. Tak więc istnieje problem, stworzony przez sfrustrowanego X. Pan „niewiadomy” mówi, że nie wie czegoś tam. Nie ważne. Ważne jest natomiast przyjęcie owego biedaka przez hordę bezczelnych szpeców na tym jakże ciemnym, dla przeciętnego zjadacza chleba, terytorium. Otóż jego pytanie zostało sprowadzone do, delikatnie mówiąc, kategorii debilnych, natomiast jego osoba, do rangi szmaty. Ja sam czułem się nieco zażenowany, gdyż ów problem jak najbardziej był na miejscu tu i teraz. Tu na lotnisku, na tej pufie, siedział człowiek taki sam jak ten co został ukamienowany za hołdowanie idei: „kto pyta nie błądzi. Otóż BŁĄDZI! Zwłaszcza jeśli społeczność, która to uważa się za wybitnych informatyków, a jest bandą paris hilton prawiczków, staje się niejako grupą wzorcową i grupą wsparcia. I wszystko byłoby ok, gdyby był to odosobniony przypadek. Niestety historia się powtórzyła na kolejnym wspaniałmy forum wiedzy i na kolejnym też i na kolejnym i kolejnym… Zatem rodzi się pytanie: po chuj Wy jebane stworki tworzycie te fora, strony o „WSZYSTKIM”, skoro tak czy siak nie chcecie pomóc? A może po prostu… WY NIE WIECIE TAK NA PRAWDĘ O CO CHODZI I JAK POMÓC? Co prawda pojawił się od czasu do czasu taki Mojżesz, co przez falę krytyki przeprowadzał wszystkich biednych i chyba tak jak ja [widocznie] głupich ludzi suchym joystick`iem na brzeg „wszelkiego zrozumienia”. Ale co z tego, skoro Mojżesza też ukamienowali? I to jego koledzy z branży. Cóż, może to kiedyś się zmieni i Internet zacznie w końcu pełnić funkcję INFORMACYJNĄ a nie DEPRESYJNO-NERWICOWĄ…

[2011]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: