Nie będzie Końca Świata!

No i stało się, a raczej nie stało się. Nic nie pierdolnęło 21.12 2012. Nadal żyjemy w tym skurwiałym świecie, nienawidzimy się, ruchamy się po kątach i wbijamy sobie nóż w plecy. Jest pięknie. Jednakże mimo tej oczywistej ironii mój rok 2013 zaczął się nad wyraz szczęśliwie. W sumie posprzątałem prawie wszystkie sprawy. Wracam do muzyki bo muszę i chcę. Co do mojej punkowej przyszłości, tego niestety nie przewidziałby nawet Nostradamus. Jest szansa na zrobienie czegoś innego ale… Nie wiem, czy wszyscy Ci,  z którymi mam to zrobić, są na to gotowi. W każdym razie w rapie nie powiedziałem ostatniego słowa. Czasami wydaje mi się, że nawet nie powiedziałem pierwszego.

Co do mojej kariery zawodowej? Szykują się kolejne zmiany, kolejny powrót do urzędowej rzeczywistości i kolejny raz [bodajże trzeci] będę latał w mrozy jako goniec. Mam na głowie jeszcze swój sklep, który właśnie się tworzy no i pewną interaktywną mapę, która również jest z powijakach. Ale czego się nie robi dla miłości do motoryzacji… Szczegóły później.

Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie to cóż… Niektórzy się obrażają, niektórzy mnie rozumieją. W każdym razie [nagle] pojawiło się masę znajomych i znów jestem trendy. Całe szczęście, że jestem już mądrzejszym człowiekiem i wiem, kto był przy mnie kiedy zostałem [prawie] sam. Jest dobrze i niech tak zostanie, ale mój dystans jest trwały. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Pedalskie, ale prawdziwe. I chociaż Ci moi prawdziwi przyjaciele mogą trochę narzekać na mój brak czasu dla Nich, to w sumie tylko oni mogą być pewni, że pewne rzeczy, które próbuję stworzyć, robię z myślą także o Nich. Kilka osób się wykruszyło i patrząc na toksyczność tych słabych „przyjaźni” wyszło to tylko na dobre.

Ogólnie zobaczymy co się będzie działo. Opuściłem tego Szeforda – psychika kosztem zapierdalania z listami, ale… Ja akurat mam to w dupie. Śmieszne jest to, kiedy niektórzy mi mówią „znowu będziesz gońcem?”, albo „zaczynasz od początku?”, no tak, zaczynam od początku. Lepsze to, niż siedzieć z dupą w domu. Nauczyłem się trochę pokory przez ten dwuletni okres obijania się o ściany tego grudziądzkiego „więzienia”. Teraz mam pomysł, który muszę wprowadzić w życie sam. Bez obietnic, bez mieszania w to kogokolwiek. Po prostu: jak mi się uda to wiedzcie, że nie zapomnę. Pozdrówki! Elo z fartem mordy, jadziem z koksem! :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: