DDR

Wczoraj miał się odbyć i odbył się pewien koncert w pewnym klubie i pewnie na nim byłem. Otóż byłem. I ja pierdolę ciężko opisać jakaż to przygoda była. Radość przepełnia me serce i jest wręcz tak, jakby sam Jezus nawiedził moją duszę! Ale to było o 00:32 kiedy wylądowałem w domu. To, że żyję ja i żyje mój przyjaciel zawdzięczamy Aniołom w niebie i Świętej Opatrzności :). W każdym razie było „ciekawie” do tego stopnia, że był to ostatni stopień wtajemniczenia.

Szanuję decyzję każdego człowieka, nawet taką by się napierdalać za kluby. Spoko. Ja ogólnie nie napierdalam się za kluby. Mogę się napierdalać za honor swój, czy mojego przyjaciela, za rodzinę i za kobietę. Za kluby…. nie. Mogę też się napierdalać kiedy ktoś chce mi zwinąć portfel albo moje Nike np. I to by było na tyle chyba.

I poznałem tam fajnego psychopatę, który zachowywał się jak Król Świata [nie wiem czemu to teraz napisałem z dużej litery]. Ów king chodził po klubie dumnym krokiem w białej czapce naciśniętej na oczy, że niby jest czarny jak Method Man albo Redman. Lecz niestety jego pretensjonalna „czarność” przejawiała się tylko i wyłącznie w świeżo nabytej solarnej opaleniźnie.  I chodził, chodził przypierdalał się do ludzi, poprawiał czapkę mojemu koledze [bo wg niego źle miał założoną] i myślał, że może wszystko bo… ma czapkę i tą opaleniznę. I w sumie to wszystko co można o nim powiedzieć. Nic więcej sobą nie reprezentował. Aha chodził jeszcze za mną i śpiewał swoje piosenki z tymi no… z emocjami. I musiałem stać obok i słuchać, ale nie słyszałem o co tam chodzi jemu. O co ten chłopak walczy. I tyle.

Najfajniejsza jednak była ewakuacja z klubu, w którym to miał odbyć się mega-dym, a w którym to „dymie” nie za bardzo chcieliśmy brać udział. Dodatkowo mój przyjaciel, z którym byłem, pełni ważną funkcję społeczną. Został w pewnym momencie „rozpoznany” przez przyjezdnych członków „naszej” ekipy. Uwarunkowało to swoisty stan zagrożenia zdrowia oraz życia i było efektem opuszczenia przez nas ww. sali zabaw. Po udaniu się do McDonalda, gdyż w wyniku wcześniejszego klimatu reggae pojawił się „pacman”. Po spożyciu 3 cheeseburgerów oraz 2 dużych porcji frytek pizda zeszła i stwierdziliśmy, iż najlepiej by było po prostu wrócić grzecznie do domu. Wbiliśmy w samochód, pojeździliśmy po mieście aby nagrzać wewnątrz pojazdu i wróciliśmy pod klub. Kolega został mej hondzie, a ja udałem się by okazać moje „L4”. Szczęśliwie nić porozumienia nie pękła i już po 10 minutach spierdalaliśmy w kierunku północnym.

Co się działo, kiedy wróciliśmy jest owiane tajemnicą taką, iż nawet tutaj nie mogę o tym pisać. W każdym razie mimo wszystko… Noc była pełna wrażeń… Oby tych dni było jak najwięcej bo są kwintesencją życia! :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: