Archive for the Modern Talking Category

Ludzki Egoizm

Posted in Blog Memories, Modern Talking on Luty 1, 2013 by vlv0vlv

Żaden wybitny program nie ma szans na realizację jeśli mentalność ludzka zachowa status quo. Aby zacząć rewolucję ogólną, należy najpierw wygrać rewolucję wewnętrznego altruizmu. Dopiero kiedy będziesz gotowy, ponieść wszelakie negatywne aspekty dążenia do idei szczęśliwego społeczeństwa, dopiero wtedy działaj. Pamiętaj że nie możesz wymagać więcej od innych ludzi jeśli osobiście zaniżasz sobie poprzeczkę. Z drugiej strony nie poddawaj się jeśli będąc bardzo pracowitym człowiekiem napotkasz na swoiste lenistwo, obłudę, rządzę zysku czy też bierną postawę Twojego otoczenia.

Nie pytaj o sprawiedliwość

bo o nią walczysz

Nie oceniaj innych

bo każdy jest owocem kultury i ekonomii, którą zmieniasz

Nie bój się

bo przecież wiesz, że to co robisz, jest dobre

Nie wywyższaj się

bo Twoja mądrość jest w kajdanach narzucanej edukacji

Nie bądź pesymistą

bo dając nadzieję, nadajesz sens zmianom

Nie jesteś wolny

bo Twoją wolność ogranicza wolność drugiego człowieka

To są wartości do których dążymy. Zarzucisz nam, że to nie takie proste? Że nikt z nas nie jest idealny? Masz rację w tej kwestii, ale także… jesteś w błędzie. Nie osiągniemy perfekcji etycznej, kulturalnej, społecznej – fakt. Jednak tkwi w nas świadomość dążenia do „ulepszania” siebie, a co za tym idzie – także i społeczeństwa. Tylko pomyśl, gdyby każdy chciał DOBRZE? Gdyby tylko CHCIAŁ!

Egoizm jest w każdym z nas. Nie zawsze występuje w konkretnej sytuacji, ale każdy z nas w jakimś sensie myśli o korzyściach dla siebie. Nawet Ci, których się traktuje jak ziemskich zbawicieli, niosących pomoc są w pewnym sensie egoistami. Zapytasz się mnie jak to? To proste – jeden potrzebuje władzy, prestiżu by mieć spokój ducha, inny musi być paradoksalnie altruistą aby to osiągnąć. W każdym razie cel jest jeden: ŻYĆ W ZGODZIE Z SAMYM SOBĄ. Nazwałbym to potrzebą „godnego odbicia w lustrze”. Zapytasz się mnie czemu tak piszę, przecież oni są „dobrymi ludźmi”! Właśnie tutaj jest ten haczyk. Dla nas, ludzi, niesienie pomocy innym jest czymś wybitnym, nieokiełznanym, wyjątkowo pięknym. Owe persona powinno się wynosić [i wynosi się] na ołtarze, gloryfikować ich postawy. Często mówi się „dobrze, że są jeszcze tacy ludzie na tym świecie”! Jacy? NORMALNI! Tacy sami jak Ty, tylko z inną hierarchią wartości, albo lepiej – inną gradacją zaspokojenia „duchowych” potrzeb. Robiąc coś dla innych, pamiętaj – ROBIĄ COŚ TAKŻE DLA SIEBIE, nawet nie będąc tego ŚWIADOMYM! Pewnie, nie jest to ekstremalny egoizm, ale… Jest! Do czego dążę?

Skoro nie da się zmienić egoistycznej mentalności ludzkiej – zmieńmy nasz egoizm! zamiast pragnąć finansowego, seksualnego, narkotycznego spełnienia aby zachować spokój, zróbmy coś dla innych aby to właśnie świadomość spełnienia dobrego uczynku stała się jego gwarantem !!!

Przemyśl to…

Reklamy

Rozkminka Niedzielna

Posted in Modern Talking, Real Things on Styczeń 20, 2013 by vlv0vlv

Zostało mi jeszcze parę godzin tego dnia i jutro i koniec laby. Zresztą kurwa czy ja miałem od listopada jakieś wolne? Chyba nie. Teraz znów się zacznie. Robota -> próba, robota -> próba, robota -> teledysk, robota -> koncert… Sam żeś kurwa tego chciał więc teraz nie marudź. No niby tak, ale dobrze by było jakby spierdoliło mi się na łeb z 10.000 zł. Tak po prostu, bo jestem dobrym człowiekiem. Ale nie kurwa. Nie będzie tak. Będę zapierdalał, aż zdechnę. No nic… trzeba przetrwać ten tydzień tak samo jak wszystkie wcześniejsze. Wszystko się jakoś potoczy w końcu w dobrym kierunku. Nie ma co narzekać, jest praca i są jakieś perspektywy. Kiedy zdobędę cel pierwszy jaki sobie postawiłem, czas na kolejny. Wszystko jest nadal trochę za mgłą, „zawieszone” w przestrzeni. Wiadomo, że chodzi o pieniądze i one będą warunkowały dalsze dzieje. Jak dotąd nie jest źle ale też nie jest zajebiście. Nie jestem z tych co się pocieszają, że „inni mają gorzej”. Trochę egoistycznie powiem, że chuj mnie to obchodzi. Trzeba czasami pomyśleć o sobie i o swojej przyszłości. Nieuchronnie zbliża się magiczna liczba „30”, a ja nadal nie mam nic. Będzie śmiesznie jak pierdolnie mi serce na przykład.

Jakoś sobie nie mogę wyobrazić ślubów, dzieci i tych wszystkich pierdół. Jak mogę sprowadzić na ten świat dziecko skoro sam nie mogę ogarnąć swojego życia? Niektórzy robią i się nie pierdolą. Albo się pierdolą i robią. I mają i żyją. Ale… czy ja tak chcę? Chyba właśnie nie… Czas niestety ucieka, a wręcz spierdala i coraz częściej pojawiają się „poważne” myśli. W sumie codziennie, od jakichś dobrych dwóch miesięcy. Czego oczekuję w sumie? Niewiele. Pracę za 2.000 – 2.500 na łapę i będę wiernym i lojalnym zapierdalaczem na dobre imię danej firmy, które zaoferuje taki pakt. Z tym, że niedługo te sumy to będę najniższe krajowe. Może właśnie źle myślę? Może żądam za mało? Kasa, kasa, kasa… wszystko jebana kasa, a jednak jakoś nie mogę się zmobilizować, żeby odjebać coś takiego by ją mieć. Może jestem za głupi? A może jestem za… uczciwy.

DDR

Posted in Modern Talking, Real Things on Styczeń 19, 2013 by vlv0vlv

Wczoraj miał się odbyć i odbył się pewien koncert w pewnym klubie i pewnie na nim byłem. Otóż byłem. I ja pierdolę ciężko opisać jakaż to przygoda była. Radość przepełnia me serce i jest wręcz tak, jakby sam Jezus nawiedził moją duszę! Ale to było o 00:32 kiedy wylądowałem w domu. To, że żyję ja i żyje mój przyjaciel zawdzięczamy Aniołom w niebie i Świętej Opatrzności :). W każdym razie było „ciekawie” do tego stopnia, że był to ostatni stopień wtajemniczenia.

Szanuję decyzję każdego człowieka, nawet taką by się napierdalać za kluby. Spoko. Ja ogólnie nie napierdalam się za kluby. Mogę się napierdalać za honor swój, czy mojego przyjaciela, za rodzinę i za kobietę. Za kluby…. nie. Mogę też się napierdalać kiedy ktoś chce mi zwinąć portfel albo moje Nike np. I to by było na tyle chyba.

I poznałem tam fajnego psychopatę, który zachowywał się jak Król Świata [nie wiem czemu to teraz napisałem z dużej litery]. Ów king chodził po klubie dumnym krokiem w białej czapce naciśniętej na oczy, że niby jest czarny jak Method Man albo Redman. Lecz niestety jego pretensjonalna „czarność” przejawiała się tylko i wyłącznie w świeżo nabytej solarnej opaleniźnie.  I chodził, chodził przypierdalał się do ludzi, poprawiał czapkę mojemu koledze [bo wg niego źle miał założoną] i myślał, że może wszystko bo… ma czapkę i tą opaleniznę. I w sumie to wszystko co można o nim powiedzieć. Nic więcej sobą nie reprezentował. Aha chodził jeszcze za mną i śpiewał swoje piosenki z tymi no… z emocjami. I musiałem stać obok i słuchać, ale nie słyszałem o co tam chodzi jemu. O co ten chłopak walczy. I tyle.

Najfajniejsza jednak była ewakuacja z klubu, w którym to miał odbyć się mega-dym, a w którym to „dymie” nie za bardzo chcieliśmy brać udział. Dodatkowo mój przyjaciel, z którym byłem, pełni ważną funkcję społeczną. Został w pewnym momencie „rozpoznany” przez przyjezdnych członków „naszej” ekipy. Uwarunkowało to swoisty stan zagrożenia zdrowia oraz życia i było efektem opuszczenia przez nas ww. sali zabaw. Po udaniu się do McDonalda, gdyż w wyniku wcześniejszego klimatu reggae pojawił się „pacman”. Po spożyciu 3 cheeseburgerów oraz 2 dużych porcji frytek pizda zeszła i stwierdziliśmy, iż najlepiej by było po prostu wrócić grzecznie do domu. Wbiliśmy w samochód, pojeździliśmy po mieście aby nagrzać wewnątrz pojazdu i wróciliśmy pod klub. Kolega został mej hondzie, a ja udałem się by okazać moje „L4”. Szczęśliwie nić porozumienia nie pękła i już po 10 minutach spierdalaliśmy w kierunku północnym.

Co się działo, kiedy wróciliśmy jest owiane tajemnicą taką, iż nawet tutaj nie mogę o tym pisać. W każdym razie mimo wszystko… Noc była pełna wrażeń… Oby tych dni było jak najwięcej bo są kwintesencją życia! :)

Nie będzie Końca Świata!

Posted in Modern Talking, Real Things on Styczeń 17, 2013 by vlv0vlv

No i stało się, a raczej nie stało się. Nic nie pierdolnęło 21.12 2012. Nadal żyjemy w tym skurwiałym świecie, nienawidzimy się, ruchamy się po kątach i wbijamy sobie nóż w plecy. Jest pięknie. Jednakże mimo tej oczywistej ironii mój rok 2013 zaczął się nad wyraz szczęśliwie. W sumie posprzątałem prawie wszystkie sprawy. Wracam do muzyki bo muszę i chcę. Co do mojej punkowej przyszłości, tego niestety nie przewidziałby nawet Nostradamus. Jest szansa na zrobienie czegoś innego ale… Nie wiem, czy wszyscy Ci,  z którymi mam to zrobić, są na to gotowi. W każdym razie w rapie nie powiedziałem ostatniego słowa. Czasami wydaje mi się, że nawet nie powiedziałem pierwszego.

Co do mojej kariery zawodowej? Szykują się kolejne zmiany, kolejny powrót do urzędowej rzeczywistości i kolejny raz [bodajże trzeci] będę latał w mrozy jako goniec. Mam na głowie jeszcze swój sklep, który właśnie się tworzy no i pewną interaktywną mapę, która również jest z powijakach. Ale czego się nie robi dla miłości do motoryzacji… Szczegóły później.

Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie to cóż… Niektórzy się obrażają, niektórzy mnie rozumieją. W każdym razie [nagle] pojawiło się masę znajomych i znów jestem trendy. Całe szczęście, że jestem już mądrzejszym człowiekiem i wiem, kto był przy mnie kiedy zostałem [prawie] sam. Jest dobrze i niech tak zostanie, ale mój dystans jest trwały. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Pedalskie, ale prawdziwe. I chociaż Ci moi prawdziwi przyjaciele mogą trochę narzekać na mój brak czasu dla Nich, to w sumie tylko oni mogą być pewni, że pewne rzeczy, które próbuję stworzyć, robię z myślą także o Nich. Kilka osób się wykruszyło i patrząc na toksyczność tych słabych „przyjaźni” wyszło to tylko na dobre.

Ogólnie zobaczymy co się będzie działo. Opuściłem tego Szeforda – psychika kosztem zapierdalania z listami, ale… Ja akurat mam to w dupie. Śmieszne jest to, kiedy niektórzy mi mówią „znowu będziesz gońcem?”, albo „zaczynasz od początku?”, no tak, zaczynam od początku. Lepsze to, niż siedzieć z dupą w domu. Nauczyłem się trochę pokory przez ten dwuletni okres obijania się o ściany tego grudziądzkiego „więzienia”. Teraz mam pomysł, który muszę wprowadzić w życie sam. Bez obietnic, bez mieszania w to kogokolwiek. Po prostu: jak mi się uda to wiedzcie, że nie zapomnę. Pozdrówki! Elo z fartem mordy, jadziem z koksem! :)

Wiecznie

Posted in Real Things on Listopad 5, 2012 by vlv0vlv

Jak zmienić siebie? Tak, żeby być godnym Ciebie…? Może inaczej… Jak odważyć się na zmianę, której konieczności jestem świadomy? Zmianę, która jest fundamentem, by żyć… Wiecznie.

Auf dem Lód

Posted in Modern Talking, Real Things on Wrzesień 21, 2012 by vlv0vlv

Robi się chłodno. Jesień daje się we znaki. Jakby nie było czekałem na to całe lato. Nadal jednak piętrzą się problemy i oprócz pogody nic nie jest w porządku. Oczekiwanie i niepewność momentami doprowadza mnie do szału. Najgorsze są jednak te spojrzenia i pytania ludzi, którzy nie mają pojęcia ile mnie to wszystko kosztowało. Materialnie i duchowo. Zaryzykowałem dużo, a okazuje się, że będę musiał zaryzykować jeszcze więcej. Nie wiadomo, czy w ogóle opłaca się aż tak narażać. Zwłaszcza, że cokolwiek by się nie działo to nie usłyszę ani dziękuję, ani nie otrzymam szacunku. Wszyscy tylko chcą pieniędzy i spokoju. Ja też chcę, ale czy myślał ktoś o tym? Z kolei, kiedy nic się nie uda będę najgorszy. Więc bezsens jakiejkolwiek aktywności, sam się tutaj uwidacznia. Niestety, albo i stety, przede wszystkim mi zależy na wygraniu w tej potyczce. Moje dalekosiężne plany są ewidentnie uzależnione od tego czy uda mi się to, co sobie zamierzyłem. Wszystko zależy od przyszłych dni, tygodni, miesiąca. Nie jestem przyzwyczajony by siedzieć i nie robić nic. Żeby czekać. Jestem niecierpliwy, a to jest chyba najcięższa i najważniejsza lekcja cierpliwości. Wiem, że cokolwiek by się nie działo nauczę się czegoś. Jednak teraz już wiem, że na pewno w pewnych sprawach możesz liczyć tylko i wyłącznie na siebie. I nie jest to wynik tego, że twoi przyjaciele, czy znajomi mają ciebie w dupie. Nie. Po prostu są chwile, kiedy możesz liczyć tylko na siebie i tylko ty sam możesz rozwiązać pewne problemy. Musisz sam wiedzieć co będzie dobre i jak to rozegrać, żeby nie przegrać. Nauczyłem się też, że przede wszystkim musisz walczyć o dobro swoje i swojego najbliższego otoczenia, bo ono będzie zawsze z tobą co by się nie działo. Później myśl o tych, którzy są wtedy, kiedy im pasuje lub kiedy czegoś potrzebują. Nauczyłem się też, żeby nie pożyczać nikomu pieniędzy, nawet jeśli mówi, że to sprawa życia i śmierci. Bo jeśli pożyczysz to zostaniesz na lodzie, a jeśli nie pożyczysz, a będzie to rzeczywiście sprawa życia i śmierci, to będziesz miał na znicz. Ktoś może powiedzieć, że śmierdzi tutaj egoizmem. Nie. To racjonalizm. To jest właśnie wasza rzeczywistość, a ja uczę się od was. Hipokrytów i egoistów właśnie.

Być Kimś

Posted in Blog Memories, Modern Talking on Wrzesień 5, 2012 by vlv0vlv

Trudno określić kto jest tym „kimś” dzisiaj. Zresztą zawsze było trudno to określić.

Ale kim ja chcę być?

Na pewno:

– nie chcę być przemądrzałym gnojem, co wie wszystko najlepiej
– nie chcę być krytykiem „bo tak”, czyli zawsze na nie, chociaż jestem na „tak”
– nie chcę być łajzą, co sobie nie umie z niczym w życiu poradzić
– nie chcę być ofiarą, sytylizować się na bezbronnego kurwa „kwiatuszka”
– nie chcę być marudą co kręci się koło dupy i nie wie co ze sobą zrobić
– nie chcę być ciężarem dla kogokolwiek
– nie chcę być kłamcą lub oszustem, który szuka „kogo by tu wykręcić?”
– nie chcę być hipokrytą, żyć niezgodnie z zasadami, które głoszę
– nie chcę być pseudointeligentem i kompilować rebusy słowne dla słuchaczy
– nie chcę być mrukiem i zawsze mieć o coś problem
– nie chcę być politykiem, bo nie
– nie chcę być dupolizem, wpierdalać się po szczeblach kariery w tym pojebanym kraju
– nie chcę być szmatą która nie szanuje nikogo
– nie chcę być sztuczny, dzielić się opłatkiem „bo wypada”
– nie chcę być starym zrzędą, definicją pretensji
– nie chce być znudzonym, biernym leniwcem z dupy wysranym tłumaczeniem „dlaczego?”
– nie chcę być szczurem – akwizytorem, z budzikiem pod pachą i bajerą w mordzie
– nie chcę być Żigolo – lovelasem z pizdą nie kutasem
– nie chcę być „człowiekiem” tutaj…

Wolę być sobą. Mimo wad, jakie posiadam.

Doszedłem do wniosku, że koło chuja mi lata kogokolwiek zdanie na mój temat. Nie interesuje mnie Twoje, jego, czy chuj wie kogo. Wszyscy jesteście głupimi debilami, większymi ode mnie, bo ja widze swoje wady i walczę z nimi. Ty szukasz swoich wad u mnie, choćby w mikronatężeniu i hiperbolizujesz je i nienawidzisz mnie za to, za co nienawidzisz samego siebie. W dupie to mam. Sram na kariery, obrane drogi, pomysły. Wyjebane. Wyjebane w waszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Pierdolę to. Wasze problemy, aluzje, spojrzenia, fochy. Przez was ten świat jest takim zjebanym kurestwem, biernym, problematycznym. Zarażacie mnie swoim gównianym humorem, chujowymi postawami i ideami z pizdy wyciągniętymi. Jestem kurwa „kimś”. W moim jebanym idealnym świecie, gdzie nie postawisz tej swoich przeszczepów. I kładę chuj na Twoje „podteksty”, rady dobrego wujka, szydercze uśmiechy. W moim świecie nie jesteś nawet krowim łajnem.

Nie istniejesz.

Kiedyś, ktoś powiedział coś mądrego. Chuj wie kiedy i chuj wie kto. Teraz ja mówię:

Odpierdol się jeden z drugim…

[2011]