Archive for the Real Things Category

Rozkminka Niedzielna

Posted in Modern Talking, Real Things on Styczeń 20, 2013 by vlv0vlv

Zostało mi jeszcze parę godzin tego dnia i jutro i koniec laby. Zresztą kurwa czy ja miałem od listopada jakieś wolne? Chyba nie. Teraz znów się zacznie. Robota -> próba, robota -> próba, robota -> teledysk, robota -> koncert… Sam żeś kurwa tego chciał więc teraz nie marudź. No niby tak, ale dobrze by było jakby spierdoliło mi się na łeb z 10.000 zł. Tak po prostu, bo jestem dobrym człowiekiem. Ale nie kurwa. Nie będzie tak. Będę zapierdalał, aż zdechnę. No nic… trzeba przetrwać ten tydzień tak samo jak wszystkie wcześniejsze. Wszystko się jakoś potoczy w końcu w dobrym kierunku. Nie ma co narzekać, jest praca i są jakieś perspektywy. Kiedy zdobędę cel pierwszy jaki sobie postawiłem, czas na kolejny. Wszystko jest nadal trochę za mgłą, „zawieszone” w przestrzeni. Wiadomo, że chodzi o pieniądze i one będą warunkowały dalsze dzieje. Jak dotąd nie jest źle ale też nie jest zajebiście. Nie jestem z tych co się pocieszają, że „inni mają gorzej”. Trochę egoistycznie powiem, że chuj mnie to obchodzi. Trzeba czasami pomyśleć o sobie i o swojej przyszłości. Nieuchronnie zbliża się magiczna liczba „30”, a ja nadal nie mam nic. Będzie śmiesznie jak pierdolnie mi serce na przykład.

Jakoś sobie nie mogę wyobrazić ślubów, dzieci i tych wszystkich pierdół. Jak mogę sprowadzić na ten świat dziecko skoro sam nie mogę ogarnąć swojego życia? Niektórzy robią i się nie pierdolą. Albo się pierdolą i robią. I mają i żyją. Ale… czy ja tak chcę? Chyba właśnie nie… Czas niestety ucieka, a wręcz spierdala i coraz częściej pojawiają się „poważne” myśli. W sumie codziennie, od jakichś dobrych dwóch miesięcy. Czego oczekuję w sumie? Niewiele. Pracę za 2.000 – 2.500 na łapę i będę wiernym i lojalnym zapierdalaczem na dobre imię danej firmy, które zaoferuje taki pakt. Z tym, że niedługo te sumy to będę najniższe krajowe. Może właśnie źle myślę? Może żądam za mało? Kasa, kasa, kasa… wszystko jebana kasa, a jednak jakoś nie mogę się zmobilizować, żeby odjebać coś takiego by ją mieć. Może jestem za głupi? A może jestem za… uczciwy.

DDR

Posted in Modern Talking, Real Things on Styczeń 19, 2013 by vlv0vlv

Wczoraj miał się odbyć i odbył się pewien koncert w pewnym klubie i pewnie na nim byłem. Otóż byłem. I ja pierdolę ciężko opisać jakaż to przygoda była. Radość przepełnia me serce i jest wręcz tak, jakby sam Jezus nawiedził moją duszę! Ale to było o 00:32 kiedy wylądowałem w domu. To, że żyję ja i żyje mój przyjaciel zawdzięczamy Aniołom w niebie i Świętej Opatrzności :). W każdym razie było „ciekawie” do tego stopnia, że był to ostatni stopień wtajemniczenia.

Szanuję decyzję każdego człowieka, nawet taką by się napierdalać za kluby. Spoko. Ja ogólnie nie napierdalam się za kluby. Mogę się napierdalać za honor swój, czy mojego przyjaciela, za rodzinę i za kobietę. Za kluby…. nie. Mogę też się napierdalać kiedy ktoś chce mi zwinąć portfel albo moje Nike np. I to by było na tyle chyba.

I poznałem tam fajnego psychopatę, który zachowywał się jak Król Świata [nie wiem czemu to teraz napisałem z dużej litery]. Ów king chodził po klubie dumnym krokiem w białej czapce naciśniętej na oczy, że niby jest czarny jak Method Man albo Redman. Lecz niestety jego pretensjonalna „czarność” przejawiała się tylko i wyłącznie w świeżo nabytej solarnej opaleniźnie.  I chodził, chodził przypierdalał się do ludzi, poprawiał czapkę mojemu koledze [bo wg niego źle miał założoną] i myślał, że może wszystko bo… ma czapkę i tą opaleniznę. I w sumie to wszystko co można o nim powiedzieć. Nic więcej sobą nie reprezentował. Aha chodził jeszcze za mną i śpiewał swoje piosenki z tymi no… z emocjami. I musiałem stać obok i słuchać, ale nie słyszałem o co tam chodzi jemu. O co ten chłopak walczy. I tyle.

Najfajniejsza jednak była ewakuacja z klubu, w którym to miał odbyć się mega-dym, a w którym to „dymie” nie za bardzo chcieliśmy brać udział. Dodatkowo mój przyjaciel, z którym byłem, pełni ważną funkcję społeczną. Został w pewnym momencie „rozpoznany” przez przyjezdnych członków „naszej” ekipy. Uwarunkowało to swoisty stan zagrożenia zdrowia oraz życia i było efektem opuszczenia przez nas ww. sali zabaw. Po udaniu się do McDonalda, gdyż w wyniku wcześniejszego klimatu reggae pojawił się „pacman”. Po spożyciu 3 cheeseburgerów oraz 2 dużych porcji frytek pizda zeszła i stwierdziliśmy, iż najlepiej by było po prostu wrócić grzecznie do domu. Wbiliśmy w samochód, pojeździliśmy po mieście aby nagrzać wewnątrz pojazdu i wróciliśmy pod klub. Kolega został mej hondzie, a ja udałem się by okazać moje „L4”. Szczęśliwie nić porozumienia nie pękła i już po 10 minutach spierdalaliśmy w kierunku północnym.

Co się działo, kiedy wróciliśmy jest owiane tajemnicą taką, iż nawet tutaj nie mogę o tym pisać. W każdym razie mimo wszystko… Noc była pełna wrażeń… Oby tych dni było jak najwięcej bo są kwintesencją życia! :)

Nie będzie Końca Świata!

Posted in Modern Talking, Real Things on Styczeń 17, 2013 by vlv0vlv

No i stało się, a raczej nie stało się. Nic nie pierdolnęło 21.12 2012. Nadal żyjemy w tym skurwiałym świecie, nienawidzimy się, ruchamy się po kątach i wbijamy sobie nóż w plecy. Jest pięknie. Jednakże mimo tej oczywistej ironii mój rok 2013 zaczął się nad wyraz szczęśliwie. W sumie posprzątałem prawie wszystkie sprawy. Wracam do muzyki bo muszę i chcę. Co do mojej punkowej przyszłości, tego niestety nie przewidziałby nawet Nostradamus. Jest szansa na zrobienie czegoś innego ale… Nie wiem, czy wszyscy Ci,  z którymi mam to zrobić, są na to gotowi. W każdym razie w rapie nie powiedziałem ostatniego słowa. Czasami wydaje mi się, że nawet nie powiedziałem pierwszego.

Co do mojej kariery zawodowej? Szykują się kolejne zmiany, kolejny powrót do urzędowej rzeczywistości i kolejny raz [bodajże trzeci] będę latał w mrozy jako goniec. Mam na głowie jeszcze swój sklep, który właśnie się tworzy no i pewną interaktywną mapę, która również jest z powijakach. Ale czego się nie robi dla miłości do motoryzacji… Szczegóły później.

Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie to cóż… Niektórzy się obrażają, niektórzy mnie rozumieją. W każdym razie [nagle] pojawiło się masę znajomych i znów jestem trendy. Całe szczęście, że jestem już mądrzejszym człowiekiem i wiem, kto był przy mnie kiedy zostałem [prawie] sam. Jest dobrze i niech tak zostanie, ale mój dystans jest trwały. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Pedalskie, ale prawdziwe. I chociaż Ci moi prawdziwi przyjaciele mogą trochę narzekać na mój brak czasu dla Nich, to w sumie tylko oni mogą być pewni, że pewne rzeczy, które próbuję stworzyć, robię z myślą także o Nich. Kilka osób się wykruszyło i patrząc na toksyczność tych słabych „przyjaźni” wyszło to tylko na dobre.

Ogólnie zobaczymy co się będzie działo. Opuściłem tego Szeforda – psychika kosztem zapierdalania z listami, ale… Ja akurat mam to w dupie. Śmieszne jest to, kiedy niektórzy mi mówią „znowu będziesz gońcem?”, albo „zaczynasz od początku?”, no tak, zaczynam od początku. Lepsze to, niż siedzieć z dupą w domu. Nauczyłem się trochę pokory przez ten dwuletni okres obijania się o ściany tego grudziądzkiego „więzienia”. Teraz mam pomysł, który muszę wprowadzić w życie sam. Bez obietnic, bez mieszania w to kogokolwiek. Po prostu: jak mi się uda to wiedzcie, że nie zapomnę. Pozdrówki! Elo z fartem mordy, jadziem z koksem! :)

Wiecznie

Posted in Real Things on Listopad 5, 2012 by vlv0vlv

Jak zmienić siebie? Tak, żeby być godnym Ciebie…? Może inaczej… Jak odważyć się na zmianę, której konieczności jestem świadomy? Zmianę, która jest fundamentem, by żyć… Wiecznie.

Auf dem Lód

Posted in Modern Talking, Real Things on Wrzesień 21, 2012 by vlv0vlv

Robi się chłodno. Jesień daje się we znaki. Jakby nie było czekałem na to całe lato. Nadal jednak piętrzą się problemy i oprócz pogody nic nie jest w porządku. Oczekiwanie i niepewność momentami doprowadza mnie do szału. Najgorsze są jednak te spojrzenia i pytania ludzi, którzy nie mają pojęcia ile mnie to wszystko kosztowało. Materialnie i duchowo. Zaryzykowałem dużo, a okazuje się, że będę musiał zaryzykować jeszcze więcej. Nie wiadomo, czy w ogóle opłaca się aż tak narażać. Zwłaszcza, że cokolwiek by się nie działo to nie usłyszę ani dziękuję, ani nie otrzymam szacunku. Wszyscy tylko chcą pieniędzy i spokoju. Ja też chcę, ale czy myślał ktoś o tym? Z kolei, kiedy nic się nie uda będę najgorszy. Więc bezsens jakiejkolwiek aktywności, sam się tutaj uwidacznia. Niestety, albo i stety, przede wszystkim mi zależy na wygraniu w tej potyczce. Moje dalekosiężne plany są ewidentnie uzależnione od tego czy uda mi się to, co sobie zamierzyłem. Wszystko zależy od przyszłych dni, tygodni, miesiąca. Nie jestem przyzwyczajony by siedzieć i nie robić nic. Żeby czekać. Jestem niecierpliwy, a to jest chyba najcięższa i najważniejsza lekcja cierpliwości. Wiem, że cokolwiek by się nie działo nauczę się czegoś. Jednak teraz już wiem, że na pewno w pewnych sprawach możesz liczyć tylko i wyłącznie na siebie. I nie jest to wynik tego, że twoi przyjaciele, czy znajomi mają ciebie w dupie. Nie. Po prostu są chwile, kiedy możesz liczyć tylko na siebie i tylko ty sam możesz rozwiązać pewne problemy. Musisz sam wiedzieć co będzie dobre i jak to rozegrać, żeby nie przegrać. Nauczyłem się też, że przede wszystkim musisz walczyć o dobro swoje i swojego najbliższego otoczenia, bo ono będzie zawsze z tobą co by się nie działo. Później myśl o tych, którzy są wtedy, kiedy im pasuje lub kiedy czegoś potrzebują. Nauczyłem się też, żeby nie pożyczać nikomu pieniędzy, nawet jeśli mówi, że to sprawa życia i śmierci. Bo jeśli pożyczysz to zostaniesz na lodzie, a jeśli nie pożyczysz, a będzie to rzeczywiście sprawa życia i śmierci, to będziesz miał na znicz. Ktoś może powiedzieć, że śmierdzi tutaj egoizmem. Nie. To racjonalizm. To jest właśnie wasza rzeczywistość, a ja uczę się od was. Hipokrytów i egoistów właśnie.

Stracona Chwila

Posted in Modern Talking, Real Things on Sierpień 31, 2012 by vlv0vlv

Czym jest samotność? Czasami chcemy być sami tak po prostu. Czasami jednak ta chęć przeobraża się w powolne odsuwanie się od świata i od ludzi. Mamy wrażenie, że nikt nas nie rozumie i nawet nie chcemy zrozumienia. Niech się wszyscy obrażają, niech żyją w tym, co ja nazywam Matrix. I właśnie chyba przebyłem ten etap odsuwania się od ludzi i jestem w pewnym sensie od nich „wolny”. Odcięty totalnie od świata mam czas na to, by zrozumieć kim jestem i po co jestem. Ale, w tym wszystkim, jest ktoś, kogo mi bardzo brakuje i ten brak wypełnia mi każdą sekundę mojego życia. Mój świat jest przepełniony tęsknotą i bólem, jest ciężarem. Nie szukam niczego i nie potrafię skupić się na niczym. Każda chwila jest… Każdej chwili nie ma. Nie ma sensu w żadnym oddechu, w żadnym utworze, w żadnym spotkaniu. Jest tylko cierpienie. Dzisiaj jest taki dzień. Kolejny. Ciebie nie ma i nie będzie. Więc mnie także nie ma. Nie istnieję. Patrzę na swoje dłonie, na brzuch, na nogi… Jestem. Ale tak naprawdę mnie nie ma. Sens mojej osoby jest zaburzony bo nie ma tutaj siły żadnej. Żadnej siły życia. Jest tylko smutek i cierpienie i walka z myślami. Staram się to wszystko „wyrównać”, zobojętnieć. Nie potrafię. To wszystko ciągnie moje serce w otchłań nieokiełznanej grawitacji, która mnie miażdży . Ból, którego nie da się opisać. Ból miłości…

Tracks of My Tears…

Posted in Modern Talking, Real Things on Sierpień 24, 2012 by vlv0vlv

Jesteśmy zwierzętami. Nasze człowieczeństwo powoli już nic nie znaczy. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek, cokolwiek, znaczyło… Czuję w sobie słabość, która wynika z… No właśnie, z czego? Moja siła przynosi mi cierpienie. Ciężko to wszystko poukładać. Mnie też boli serce dzisiaj… Pochłonęło mnie to uczucie, o którym zapomniałem. Uczucie, które jest wszystkim. Uczucie, które jest moją siłą i moim cierpieniem… Wydaje mi się, że dla takich spraw warto poświęcić wszystko, nawet swoje życie. Co zrobić…? Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. A jednak… Jesteśmy jednością, a jednak rozbici. Razem jesteśmy Wszechświatem i całym szczęściem, a jednak czujemy ból, kiedy tęsknimy. Czujemy pustkę i nie wiemy jak się zachować, jak to wszystko ogarnąć… Jak przetrwać…?